Zdaje sobie sprawę, że to nie do końca tematyka webmasterska, ale ciągle przyświeca mi myśl, że to tylko blog i żaden przełożony nie skarci mnie za skok w bok z tematem. Dziś o podłączeniu konsoli do monitora, gdzie pragnę podzielić się swoim doświadczeniem w tej sprawie, być może komuś się przyda i nie będzie zmuszony do kupna nowego monitora, by tylko odciążyć telewizor od grania na konsoli, ku uciesze pozostałych domowników.
Cel
Założenie jest proste, skuteczne podłączenie konsoli Playstation 3 do monitora. Oczywiście, sprawa jest banalnie prosta, dla osób, które posiadają monitor wyposażony w gniazda HDMI, wystarczy podłączyć i poddać się przyjemności grania. Niestety sprawa nie jest taka oczywista w wypadku, kiedy monitor nie posiada portów HDMI i nie posiada wbudowanych głośników, czy też wyjścia dźwiękowego. Czy właściwie da się konsole do takiego monitora podłączyć? Oczywiście, trzeba jednak przygotować zapas kabli i kabelków.
Każdy blogger wie jak ważne jest posiadanie kopii zapasowych swojego blog, zwłaszcza kiedy trzymamy go na niezbyt pewnym i stabilnym hostingu. Dzięki świetnej wtyczce do WordPressa, możemy w łatwy sposób, i co najważniejsze – darmowy, automatycznie tworzyć kopie zapasowe naszego bloga, które będą przesyłane na konto Dropboxa. Co za tym idzie do backupów będziemy mieć dostęp z każdego miejsca i urządzenia na którym zainstalowany jest klient Dropboxa.
Co zrobić aby cieszyć taką funkcjonalnością? Przede wszystkim musimy posiadać konto na Dropboxie (dodałem swój REF ;-) ). Założenie nic nie kosztuje, a przy odrobinie chęci możemy powiększyć pojemność naszego konta do 8GB za darmo. Następnie pobieramy wtyczkę WordPress Backup to Dropbox i instalujemy na blogu.
Jeśli prowadzicie stronę czy też bloga internetowego, który oparty jest o bardzo popularne rozwiązanie takie jak Wordpresz pewnością wiecie jakie niesie to za sobą konsekwencje. Im dane rozwiązanie jest bardziej popularne, tym więcej gotowych exploitów. Co w takim razie zrobić by uchronić się przed potencjalnym włamaniem? Z pewnością należy dołożyć starań, by WordPress jak i wszystkie jego dodatki były aktualne, ale niestety czasem i to nie pomoże.
Tendencja zakładania banalnych haseł jest dość powszechna (powołując się na przykład słynnego hasła admin1 ;-), warto w takim wypadku ustrzec się potencjalnego ataku słownikowego na naszego WordPressa. W jaki sposób to zrobić? Wyciąć dostęp do panelu logowania w WordPressie, jeśli tylko my z niego korzystamy i jeśli robimy to zawsze z określonych lokalizacji. W jaki sposób to zrobić? Wystarczy dodać kilka wierszy do pliku .htaccess, który znajduje się w głównym katalogu naszej instalacji WordPress.
Wtyczki do WordPressa to zło konieczne, ale czy na pewno? Pisałem ostatnio o optymalizacji WordPress, jednym z głównych wniosków, który się pojawił by fakt, tego że wtyczki do tej popularnej platformy blogowej nie są tworzone z należytą starannością.
Skutki są opłakane zarówne dla naszego operatora hostingu jak i dla naszych czytelników, którym nasz blog zwyczajnie włącza się znacznie dłużej. Dlatego pomimo mnogiej ilości skryptów do pobierania ostatnich wpisów na Twiterze, polecam wykorzystać ten przygotowany poniżej by mieć pewność, że serwer nie zostanie zarżnięty. Wtyczka została przygotowana przez serwis SmashingMagazine, korzysta ona z API Twittera a jedyne co musicie zmienić to wybrać profil Twittera, z którego mają być pobierany wpisy (miejsce wskazane komentarzem). Kod należy umieścić w wybranym pliku szablonu.
Portale społecznościowe udostępniają gotowe pluginy, gdzie po umieszczeniu uzyskam odpowiednie elementy odwołujące się do społeczności czytelników np. naszej strony. Nie da się ukryć, że są to bomby, które potrafią zdetonować hosting, na którym mieści się strona w przypadku kiedy oglądalności serwisu jest znaczna. Czy jest w takim razie alternatywny sposób, by wyciągnąć informację o ilości fanów z portali takich jak Facebook i Twitter bez użycia gotowych topornych elementów?
Jeżeli interesuje Was tylko ilość owych fanów, bo chcecie ją umieścić w taki sposób jaki zrobiłem to ja w nagłówku:
to poniższe skrypty bardzo się Wam przydadzą.
WordPress to ukochana platforma wszystkich, którzy pragną dzielić się słowem poprzez globalną wioskę. Mnogość pluginów, ogromna społeczność to jego główne zalety. Czy wszyscy jednak mają podobne zdanie do blogerów? Z pewnością nie. Tutaj na przeciw z pewnością wyjdą administratorzy i przedstawią także mnogość argumentów, pewnie wprost proporcjonalną do ilości wtyczek do tej popularnej platformy blogowej. Niestety, nieumiejętnie przygotowany WordPress może być utrapieniem dla serwera.
Na podstawie własnych doświadczeń, zaprezentuje Wam miejsca gdzie można zaoszczędzić serwera i wskaże jak beznadziejnie potrafią być zaprojektowane wtyczki, na podstawie własnego doświadczenia. Udało mi się na optymalizacji:
- Skrócić czas ładowania witryny z ponad 7 sekund do nieco ponad 3 sekund
- Zmniejszyć wielkość strony głównej z 859kB do 377kB
- Ograniczyć ilość zapytań do zewnętrznych serwerów z prawie 150 do 68.
Zacznijmy pod początku…
Do Chrome przymierzałem się kilka razy. Zawsze kończyło się tym, że zamienniki moich ulubionych pluginów, bez których nie wyobrażam sobie surfowania po sieci, były zbyt miernej jakości. Zaczynając od FireBuga czy durnego dodatku do zrzutów ekranowych FireShot.
Ich Chromowe odpowiedniki niestety nie są tak funkcjonalne jak te dostępne w FF, co powodowało zakończenie procesu migracji na nową przeglądarkę ;-)
Czemu właściwie chciałem zmienić Firefox? Otóż jak każda przeglądarka ma całą masę zalet ale także i wad. W tym wypadku próba przeniesienia się na konkurencyjną przeglądarkę spowodowana była bardziej zaletami Chrome, których Ognisty Lis nie posiada. Cóż to takiego?
Ostatni wyznaczyłem sobie cel, by nieco usprawnić działanie bloga po tym gdy okazało się, że przy nieco większej oglądalności, blog wciąga większość zasobów procesora na hostingu, którym się znajduje.
Pierwsze co, przyszło mi na myśl to ograniczenie wszelkich dodatków, które odwołują się do zewnętrznych serwisów pobierając jakiekolwiek informację, gdyż to z reguły one wpływają na wydajność i prędkość ładowania strony. Pod lupę trafiły wszelkie widgety Facebooka i Google+, gdyż to ich na stronie mam najwięcej.
Wykonałem kilka prostych testów prędkości wczytywania się strony z użyciem dwóch niezależnych narzędzie, by wyniki były bardziej obiektywne. Jako pierwsze i główne narzędzie posłużył mi Firebug i jego konsola, dzięki której można śledzić czas wykonywania się każdego polecenia podczas ładowania strony. Drugie narzędzie, to wczoraj opisywany Pingdom, który dedykowany jest do sprawdzania prędkości ładowania witryny.
Rezultaty? Są co najmniej zaskakujące.
Nowa specyfikacja popularnych kaskadowych arkuszy stylów ma ogromne możliwości. Zaczynając drobiazgów, typu wyrównanie, kolor – kończąc na prostych animacjach, do których do tej pory niezbędna była JavaScript lub w najgorszym wypadku Flash.
Chciałbym zaprezentować, jak w najprostszy sposób wykonać drobną animację (chociaż to może za dużo powiedziane) na przykładzie ikon, które widnieją u mnie w prawej górnej części strony. Zamiast zwykłych statycznych obrazków, dodałem efekt :hover, powodujący obrócenie ikon o 90 stopni po najechaniu na nie.
Jak wygląda kod takiego prostego efektu? Jest on banalnie prosty, a możliwości dopasowania go do własnych wymagań, czy zastosowanie go przy innych elementach – nieograniczone.
…czytaj dalej ![]()
Wspominałem ostatnio sporo o ePUAP jak i o samym narzędziu CEiDG. Obie platformy pozwalają na składanie wszelakich wniosków do urzędu tylko i wyłącznie drogą elektroniczną. Dziś trochę więcej o samym CEIDG, jako że kolejny raz miałem przyjemność z niego skorzystać.
Otóż w moim przypadku działalność gospodarcza została już założona, właśnie za pośrednictwem platformy CEIDG, jednak okazało się, że zmuszony jestem zaktualizować dane dotyczące numeru konta bankowego. Na pierwszy rzut oka, nie znalazłem takiej możliwości w samej platformie elektronicznej, więc udałem się do swojego urzędu miasta, tj. UM Gdańsk.
Pierwsze co, to problem z parkowaniem. Po 15 minutach jednak udało się odnaleźć skrawek wolnego parkingu. Kolejnym zderzeniem z rzeczywistością było wzięcie numerka, który po zweryfikowaniu z tablicą i aktualnie obsługiwanym numerem omal nie spowodował zawału serca. Przede mną było 70 osób! Wielkie WTF?!
