Jak się okazuje, Mozilla ma w planach usunięcie ikony ulubionych (favicony) z paska adresu. Zmiana ta ma się ukazać już w kanale nocnym Firefoxa, więc możemy spodziewać się, że w wydaniu o numerze 14 nie zobaczymy jej ju obok adresu lubik.info. Czyżby to był jeden z wielkich kroków przeglądarki od Mozilli w kierunku pierwszego miejsca wśród browserów? Czy właśnie tym zamierza walczyć o miano najlepszego programu do przeglądania sieci? …czytaj dalej ![]()
Popularna przeglądarka Firefox uzyskała nowy numer 11 i jest gotowa do pobrania. Co Mozilla przygotowała w nowej odsłonie przeglądarki? Gołym okiem zmiany ciężko dostrzec, gdyż nie są one rewolucyjne.
Prócz wszelkich usprawnień i poprawionych błędów, pierwsza, godna uwagi nowość to możliwość synchronizacji zakładek z konkurentem – Google Chrome. Trzeba przyznać, że może się ona przydać tym, którzy porzucą przeglądarkę od Google na rzecz ognistego lista. Co dalej?
Najciekawszą bo najatrakcyjniejszą dla oka nowością jest funkcja Tilt, która ma służyć do wizualizacji stron w 3D. Oczywiście by efekt zobaczyć, należy posiadać odpowiednią kartę graficzną, obsługującą technologie WebGL. Sprawdziłem Tiltem swojego bloga i efekt wygląda ciekawie:
Mozilla wydała oficjalnie swój sztampowy produkt, Firefox i oznaczyła go numerkiem 10. Co właściwie nowego w kolejnej odsłonie tej przeglądarki?
Przede wszystkim w oczy rzuca się brak przycisku nawigacyjnego w przód, pojawi się on dopiero wówczas gdy klikniemy przycisk przejścia do poprzedniej strony. Prócz tego masa usprawnień i jak zwykle wysypka wtyczek. Tym razem padł tylko FireShot (addon do zrzutów ekranu).
Poza tym wszelkie dodatkowe usprawnienia czy też nowe inspektor CSS.
Do Chrome przymierzałem się kilka razy. Zawsze kończyło się tym, że zamienniki moich ulubionych pluginów, bez których nie wyobrażam sobie surfowania po sieci, były zbyt miernej jakości. Zaczynając od FireBuga czy durnego dodatku do zrzutów ekranowych FireShot.
Ich Chromowe odpowiedniki niestety nie są tak funkcjonalne jak te dostępne w FF, co powodowało zakończenie procesu migracji na nową przeglądarkę ;-)
Czemu właściwie chciałem zmienić Firefox? Otóż jak każda przeglądarka ma całą masę zalet ale także i wad. W tym wypadku próba przeniesienia się na konkurencyjną przeglądarkę spowodowana była bardziej zaletami Chrome, których Ognisty Lis nie posiada. Cóż to takiego?
Pewnie nie raz zastanawialiście się z jakiego skryptu CMS korzysta aktualnie przeglądany przez Was serwis internetowy. Jeszcze częściej pojawiały się pytania o wykorzystany atrakcyjny skrypt. Oczywiście pierwsze co, by uzyskać odpowiedź na nurtujące nas pytania było otworzenie źródła strony i poszukiwanie konkretnych fragmentów kodu, by odnaleźć interesująca nas nazwę.
Teraz może być to nieco prostsze pod warunkiem, że skorzystacie z wtyczki o nazwie Wappalyzer. Jest to narzędzie dostępne dla przeglądarek takich jaki Chrome czy Firefox. Wyświetla ono najistotniejsze informacje o aktualnie przeglądanej witrynie internetowej. Zaczynając od wykorzystanego CMSa, kończąc na nazwie dystrybucji linuksa, na którym postawiony jest serwer.
Powiem szczerze, że od samego początku z niepokojem patrzyłem na zużycie pamięci przez Operę 11.60, którą zainstalowałem na nowym laptopie. Nie otwierając nie wiadomo jakiej ilości kart zużywała w moim odczuciu troszkę za wiele pamięci aniżeli nakazywał zdrowy rozsądek. To właśnie było inspiracją do przeprowadzenia małego testu.
Postanowiłem, że zainstaluję Firefoxa 9.0.1 oraz Chrome 16 i sprawdzę różnicę. Okazało się, że przy równoległym otwieraniu 7 kart (Twitter, Google, Gmail, Lubik.info, E-podium, panel administracyjny E-podium oraz grupy dyskusyjne Google – tak mi się poprostu otworzyło) Opera zużywa około 341MB pamięci, Firefox około 318MB, a Chrome zaledwie niecałe 258MB mimo iż każda karta stanowi osobny proces. Do tego dorzuciłem jeszcze IE8 (tylko tami mam zainstalowany) i jego wynik mnie powalił – 487MB jak nic mimo, że także nie mieści się w jednym procesie jak Chrome.
Odważnie można stwierdzić, że skończyła się pewna era na rynku przeglądarek. Niezbity Firefox został przegoniony, przez bardzo popularny produkt Google – Chrome.
Widząc jak dynamicznie wzrasta ilość udziału Chrome, owa sytuacja musiała nastąpić. Firefox wprowadził rozpaczliwie częstszy system dystrybucji, kombinuje w jaki sposób uratować swoją pozycję. Dziś wg różnych źródeł, Chrome minimalnie (w skrajnych wypadkach maksymalnie o 1%) przegonił Ognistego Lisa.
W sumie nic w tym dziwnego, przeglądarka od Google to naprawdę świetne, dopracowane narzędzie – gdzie najważniejsza jest wydajność, mocno odstaje od konkurencji. Oczywiście, wszystko zależy od tego ile dodatków posiadasz…
Chyba pierwszy raz tak bardzo się ucieszyłem w związku z nową aktualizacją Firefoxa do wersji 8. Częsty cykl wydawniczy tej popularnej przeglądarki wydawał się w tym wypadku świetnym pomysłem. Po cichu liczyłem, że po aktualizacji znikną moje problemy z nadmiernym zużyciem pamięci, o którym pisałem wcześniej.
Wszystkie pluginy, z których korzystałem wcześniej okazały się być kompatybilne, więc zdołałem uniknąć poprzedniego problemu – tj. braku kompatybilności dodatków do nowej wersji przeglądarki. Niestety stary problem pozostał. Firefox przy kilku otwartych kartach, po dwóch godzinach nieustannej pracy pożarł 1,6GB RAM.
Czas na drastyczny ruch, wyłączyłem wszystkie dodatki. Jeżeli problem zniknie, w takim wypadku będzie pewność, że to któryś z nich generował problem. Następnym krokiem będzie wykorzystanie metody bisekcji(metody numeryczne ze studiów ciągle się przydają ;-) ) do uzyskania informacji, która z nich problem generuje. Jestem ciekaw rezultatów.
Wielokrotnie już próbowałem przesiąść się googlową przeglądarkę Chrome. Niestety trzy podejścia skończyły się powrotem do słynnego Ognistego Lista. Głównie za sprawą dodatków, do których bardzo się przyzwyczaiłem i które cenie za ich funkcjonalność. Oczywiście na Chrome Market, jestem w stanie znaleźć dosłownie każdą potrzebną mi wtyczkę, niestety w większości nie są one tak funkcjonalne jak odpowiedniki w Firefox.
Przykładem może być Firebug, który dla mnie osobiście jest niezbędny do codziennej pracy. Owszem w Chromie jest on także dostępny, ale w mocno okrojonej wersji. To samo może tyczyć SeoQuake, który dostępny jest tylko w formie mało wygodnego dodatku pojawiającego się nad stronę a nie w pasku narzędzi.
Każdy serwis podchodzący poważnie do portalów społecznościowych posiada przyciski, za pomocą których użytkownicy w łatwy sposób mogą podzielić się treścią ze swoimi znajomymi. Nie da się ukryć przyciski takie jak „Lubię to” od Facebooka czy od Wykop.pl stają się nieodłącznym elementem witryn. Korzyść z nich jest ogromna, jako że przede wszystkim można zwiększyć ruch czy też zbudować markę.
Dziś chciałbym zaprezentować Wam, narzędzie a dokładniej plugin do popularnej przeglądarki Firefox o nazwie Firefox Share. Jego zasada działania w przeciwieństwie do przycisków umieszczonych na stronie – została stworzona bardziej dla osób korzystających z serwisów społecznościowych. Za jego pomocą jesteśmy w stanie udostępnić informację o stronie na której aktualnie się znajdujemy i polecić ją znajomym.
